ą                    

Ks. A. Sz. [Ks. A. P. Szelążek], Wezwanie do połączenia Kościołów Wschodniego i Zachodniego, Przegląd Katolicki 45 (1907) nr 3, s. 33-35.

  (Z POWODU LISTU OTWARTEGO ADAMA HR[ABIEGO] ORŁOWSKIEGO
DO SOBORU ROSYJSKIEGO).

W końcu roku niedawno ubiegłego wyszła w Warszawie ciekawa broszura, poruszająca sprawę jedności słowiańskiej na podstawie połączenia Kościoła wschodniego rosyjskiego z Kościołem Powszechnym. Autor okazuje się być poważnym myślicielem nie nawykłym jednak do pracy literackiej. Sposób pisania nie dorównywa jego wszechstronnej erudycji; brak dobrej korekty utrudnia czytelnikowi śledzenie myśli autora; warto jednak przezwyciężyć te trudności, aby się zapoznać z broszurą wielce aktualną. Jednocześnie „z okresem porażek wojennych i niesłychanych katastrof wewnętrznych Rosji” autor przewiduje „wskrzeszenie słowiańskiego sumienia w głównej przedstawicielce Słowian”. Może nieco przedwcześnie widzi już „Autonomie Kościołów”, bo do tego zdaje się jeszcze daleko; nie bliżej też znajduje się sprawa autonomii kresów, tak wymownie wynoszona przez Rodiczewa.

 

Zatem o wiele bliżej prawdy jest Sz[anowny] Autor, gdy w barwach jaskrawych maluje słabe strony życia społecznego rosyjskiego, które sprawiły, że „ciało państwa osłabło, a siły psychiczne, uniesione huraganem we wszystkich kierunkach, dosięgły maximum, rozrywając, jak dynamit, formy przeszłości”. Zaraz na wstępie przytacza Sz[anowny] Autor wyjątek z „pierwszej Petersburskiej gazety, założonej prze Piotra Wielkiego”, która pod koniec roku 1906 pisała:

„Ani jeden rosyjski Biskup nie okazał, oprócz wskazanego wyjątku, potrzebnej energii w walce z współczesnymi prądami życia i myśli. Ojczyzna w niewątpliwym niebezpieczeństwie. Biskupi oczekują Ukazów do wykonania. Kościół rozpada się na części, w osłupieniu zwracają wzrok tam, skąd powinna przyjść pomoc, i nie otrzymują. Niedołęstwo przedstawicieli strony duchowej życia narodowego zabija energię przewodników. Czyż do prawdy poziom duchowieństwa doszedł u nas do takiego upadku, że sól ziemi zwietrzała beznadziejnie?” Podpisał się pod tym tytułem „Cerkownik”.

Lud odwrócił się od swych pasterzy. Wszechrosyjski zjazd włościański wypowiada to wyraźnie, gdy zapisuje formalnie w swych protokołach znamienne słowa: „my nie kochamy swych świaszczeników”. Sz[anowny] Autor rad by odszukać przyczyny tych wszystkich objawów, rozumowania jednak jego są dość chaotyczne, tak iż z trudnością tylko czytelnik dochodzi do wniosku, że Autor chciałby wykazać, iż korzeń złego spoczywa w zerwaniu łączności Cerkwi rosyjskiej z Kościołem Powszechnym, co daleko przystępniej wypowiedziało już wielu niepospolitych myślicieli rosyjskich, w rzędzie których stali niedawno jeszcze taki Włodzimierz Sołowiew i księżna Wołkowska.

Autor, zdaje się, rozumie dobrze, że sprawcami [k. 34] tego nieszczęsnego zdarzenia była właściwie przewrotność grecka, skrystalizowana w Bizantynizmie; szkoda jednak, że poważniej nie zatrzymał się nad wyjaśnieniem tej roli, jaką odegrali Grecy w tej sprawie. Dla myśli przewodniczej Autora byłby to argument dużej wagi, gdyby był należycie oświetlił rozdział Kościołów, jako dzieło odwiecznych wrogów Słowiańszczyzny; wszak całe dzieło Cyryla i Metodego były w gruncie rzeczy emancypacją Słowiańszczyzny nie tylko od wpływów germańskich, ale i od greckich przede wszystkim. Nawet Nestor coś by mógł o tym powiedzieć.

Nieco jaśniej zdaje sobie Sz[anowny] Autor sprawę z opłakanych skutków bizantynizmu.

„Władcy Carogrodu, chociaż pierworodni Kościoła, zapomniawszy, że co Boże Bogu się należy przywłaszczyli sobie władzę, naznaczania hierarchii kościelnej, a w ambicji duchowieństwa Konstantynopolitańskiego znaleźli poparcie w przywłaszczeniu. Nie obeszło się zatem bez śmierci i prześladowań Ojców Kościoła. Występowali przeciw złu: Bazyli Wielki, Jan Chryzostom i Jan Damasceński. Czczeni dotąd przez oba obrządki, jako walczący za Prawdę. Lecz Bizancya była przeznaczona na zgubę. Opatrzność ukarała prześladowców świętych i, obaliwszy wszechświatowe cesarstwo Chrześcijańskie, jego polityczną i duchową potęgę, oddała w niewolę Mahometan. Ironia losu zniewoliła odstępców od Rzymu przyjmować mitry Patriarchów, nie z rąk jednowierczego cesarza, ani też z następcy kluczy Piotrowych, lecz z rąk tego, który się pisał władcą wiernych Osmalinsów, tureckim padyszachem. Ironia Boża nie oszczędziła i świątyni Konstantyna. Święta Zofia, pod wezwaniem splugawionej Mądrości Bożej, została odrzuconą – i dotychczas jest meczetem. Reforma Piotra Wielkiego pozostaje w ścisłym związku z dziejami cesarzów Wschodnich, którzy naruszyli Prawdę”.

Wyraźnie też wypowiada się Sz[anowny] Autor w swych wnioskach ostatecznych.

„Bądź co bądź, wrą w Rosji dysputy, widać z jakim natężeniem lud prawosławny zajmuje się wśród burzy sprawami odnowienia Kościoła. Nawałnica zbliża go ku Niebu; im burzliwsza fala, tym wyżej łódź Piotrowa. Kotwica ocalenia w dłoni sternika. On, wpatrzony
w niezmienną gwiazdę polarną, głosi niezmienną Prawdę. Ona nie waha się, według narodowości; nie anglikańska, jak punkty religii Henryka VIII – go, ścinającego głowy swoim biskupom i żonom – nie niemiecka dla korzyści książąt – sekularyzatorów; ona nie rosyjska, ani Polska. Ojczyzną jej ognisty Synai i krwawa Golgota, fundament na skale Piotra, by nie poruszyć nią dla cudzej korzyści, nie nadużyć przez przemoc osobistych pożytków. Na zamach Piłatów ona ofiaruje życie, odpowiada na wątpliwości spełnieniem się proroctw – gwiazdami, które przechodzą, a ona nie przemija. Prawda łączy wszystkie epoki, kraje, w niej zbawienie – mądrość narodu”.

„Prawda powierzona Piotrowi, przechowana przez Męczenników od pogan; następnie szczupłe terytorium Rzymu chroniło ją przed szorstkością rycerzy – nie odwróciło żelaznej rękawicy Nogareta, przedstawiciela arcychrześcijańskiego króla francuskiego. Odnowił się policzek, dany przez pretorianów, w Pretorii Piłata. Przewrotność polityki nie przeszkadzała Papieżowi ochraniać narody przed niedostatkami panujących, a panujących przed rozuzdaniem poddanych. Spójrz po sobie, o Rosjo!”.

Dla urzeczywistnienia swej szlachetnej myśli Sz[anowny] Autor występuje z projektem założenia „Towarzystwa Jednowiornych Słowian” i przedstawia program takiego towarzystwa, którego głównymi zadaniami byłoby:

I.

Przeprowadzić w Słowiańszczyźnie zasadę Kościoła Powszechnego
w Jedności, stwierdzoną od wieków, że Następcy władzy św. Piotra, Biskupi Rzymscy, mają władzę zatwierdzać Patriarchów wybranych przez Biskupów.

III.

Dążenie do zjednoczenia autonomicznych narodów słowiańskich.

IV.

Autonomia słowiańskich narodów, równoprawność, swoboda wyznań
i słowa, nietykalność osobista, system wyborczy.

V.

Polska w granicach 1772 roku.

***

„Polska – kończy Sz[anowny] Autor, słowy Skobelewa – Józef zaprzedany przez braci. Józef braci ustrzegł od gniewu Faraona, obdarzył szczęściem. Cel stowarzyszenia – obdarzyć szczęściem Słowian. Duch Kościoła Powszechnego przechowany w katolicyzmie męczennicy Polski zbawi Polskę i Słowiańszczyznę”…[k. 35] Czy głos hr[abiego] Orłowskiego dojdzie do Biskupów rosyjskich, którzy mają kiedyś zebrać się na pierwszym Soborze rosyjskim – nie wiemy; ale że najważniejszą sprawą, którą tenże Sobór powinien by poruszyć, jest sprawa nawiązania jedności dawnej Kościoła Wschodniego z Zachodnim, to zdaje się nie ulegać żadnej wątpliwości.

Jest to sprawa najdonioślejsza nie tylko dla jedności słowiańskiej, ale i dla całej ludzkości.

Jeżeli szanowny Inicjator „Towarzystwa Zjednoczonych Słowian” tak tę sprawę rozumie, to wszyscy ludzie szlachetni mogą mu tylko życzyć: „Szczęść Boże”.

Ks[iądz] A[dolf] Sz[elążek]